Minta Plays

Any sufficiently advanced technology is indistinguishable from magic. Arthur C. Clarke (1917 – 2008)

Archive for the ‘Luźne myśli’ Category

TED Global 2010 – Relacje Z

with one comment

Oto linki do relacji z TED Global 2010, które ukazywały się na portalu Wprost24

Zaraz się zacznie...:-)

TED Global 2010 – Dzień 1

TED Global 2010 – Dzień 2

Written by Malgosia Minta

21/07/2010 at 9:02 am

Napisane w Inne, Luźne myśli, Nauka

Tagged with , ,

TED Global 2010 – Superbohaterowie + Islam =Niezwykły Komiks

leave a comment »

Oto nagranie jednego z wykładów z tegorocznej konferencji TEDGlobal 2010, która odbywala się w Oksfordzie w dniach 12-16 lipca.
Jednym zgości TEDa był Naif Al-Mutawa, który opowiedział o swoim projkecie „The 99” – komiksie, będącym niezwykłym połączeniem amerykańskich opowieści o superboahterach oraz kultury muzułmańskiej.
Co o tym sądzicie?

Written by Malgosia Minta

20/07/2010 at 6:00 pm

Technologie i technologie – East meets West

leave a comment »

Czy widzieliście kiedyś japońskie telefony komórkowe? Wbrew pozorom wcale nie wyglądają jak gadżety ze Star Treka, ale raczej clamshelle sprzed dobrych kilku lat. Są – jak na nasze warunki i w odniesieniu do tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni – kanciaste, baaardzo plastikowe. Ich charakterystyczna forma jest często podyktowana funkcją, z której często korzystają Japończycy – oglądaniu telewizji komórkowej (DBTV).

Komórki z linii Style japońskiego operatora NTT DoCoMo

Jeżdżąc japońskim metrem czy kolejką nie widziałam ludzi śpiących, ale właśnie wpatrujących się w monitorki telefonów, oglądających seriale, programy, nagrane filmy czy teledyski. Tak przynajmniej było kilka (2) lata temu. Ale ale, skąd mnie wzięło na wspominki i takie dywagacje? A no wszystko przypomniało mi się z powodu reklamy koreańskiego (nie japońskiego) operatora KTF, która została zamieszczona przez Engadget. Nie wiem jak Wy, ale ja jej w ogóle nie rozumiem (zwłaszcza elementu – z braku lepszego słowa – twarzą słupa ogłoszeniowego, ekranu telefonu czy miziania komórek). Ewidentnie nie jestem targetem. Nie rozumiem, chyba nie chcę zrozumieć i generalnie nieco się boję.
Miłego seansu;-)

Written by Malgosia Minta

22/03/2010 at 10:09 pm

Szelest elektronicznego papieru (i czego lepiej nie brać do wanny)

leave a comment »

Pewnie dziwnie to zabrzmi w moich (tzn. osoby, która zaczyna dzień od odpalenia komputera, a spacerując z psem sprawdza na komórce co słychać na Facebooku i gadżetowych blogach), ale gdy dwa lata temu na świecie pojawił się Kindle byłam, mówiąc delikatnie, dość sceptyczna co do samej idei czytników e-książek. Choć nigdy nie zaprzeczałam, że takie rozwiązanie jest praktyczne (w urządzeniu ważącym tyle co jeden tom można zmieścić ich kilkadziesiąt), no ale…gdzie szelest kartek, gdzie możliwość zaginania rogów czy wreszcie czytania w wannie (disclaimer – cierpię na wrodzoną zdolność do topienia rożnych gadżetów elektronicznych, np. iPhone ostatnio kąpał się w Earl Grey’a i jakoś nie był zachwycony). Tak, przez blisko dwa lata stałam na stanowisku – owszem, pomysł ciekawy, przyszłościowy, ale żeby Kindle stał się nowym iPodem? Bez szans. Niech świat robi co chce, ja będę czytać książki na papierze Amen.

Mój różowiasty Reader


Jednak przyszła kryska na Matyska. Na urodziny (które nie pomnę, bo od razu przyślecie mi talon na sesję botoxu;-) wymyśliłam sobie prezent w postaci Sony Readera. Wybrałam najprostszy możliwy model – tak, żeby nie było żal i żeby eksperyment nie wiązał się ze zbyt dużą inwestycją (na wypadek, gdyby gadżet miał jednak spocząć na Cemntarzysku Gadżetów Nieużywanych w szafie).
I wiecie co? Wpadłam.Owszem, początki nie były zupełnie różowe – musiałam np. wyczuć i nauczyć się, w którym momencie strony nacisnąć „dalej” tak, by nie czekać zbyt długo na załadowanie nowej strony lub by strona nie zmieniła się zbyt szybko, przed dokończeniem lektury.
Wystarczyły jednak 2 dni treningu i Reader został ujarzmiony. Kończylam jedną książkę, ładowałam kolejne 2-3, od Verne’a, przez Michio Kaku na Terry’m Pratchett’cie skończywszy.
Mimo, że w przypadku Readera kupowanie książek nie jest takie komfortowe i błyskawiczne jak w przypadku Kindle’a (w przypadku gadżetu Amazona kupienie tytułu i ściągnięcie go na czytnik zajmuje góra 2 minuty i nie wymaga podłączania urządzenia do komputera), to i tak jest wygodniejsze niż czekanie na dostawę przesyłki z Empiku czy Merlina. Choć sklep Sony Reader jest dostępny tylko dla mieszkańców USA, książki można kupować w innych internetowych sklepach, uznających klientów z zagranicy.
Jak Reader radzi sobie z polskimi czcionkami do końca nie wiem (oczywiście w PDF’ach polskie czcionki wyświetlają się bez problemów, więc zawsze można sobie skonwertować e-booka do PDF’a np. przy pomocy bezpłatnego programu Calibra). Dlaczego nie wiem? Pewnie zabrzmi to próżno, ale Readera używam głównie do czytania książek w języku Language. Po prawdzie był to jeden z argumentów do kupienia Readera, bo na książki po angielsku są u nas po prostu skandalicznie drogie i nawet jeśli kupowałam ich mniej, niż tych po polsku, to wydawałam na nie więcej. A w wersji „e” są one zdecydowanie tańsze.
Reasumując – choć pewnie dostępne dzisiaj czytniki e-książek nie są idealne, to naprawdę mogą człowieka do siebie przekonać. Ja swojego Readera zabieram do metra, autobusu, na pocztę, w podróż, do łóżka. Przekonał mnie nie tyle sam gadżet (bo tu można by wprowadzić kilka ulepszeń), ale koncepcja. I jest dość prawdopodobne, że za dwa-trzy lata wymienię różowiastego na jakiś bardziej zaawansowany model, z WiFi, dużym wyświetlaczem, większą pamięcią. Może jakiś większy Kindle (przydałby się taki bezprzewodowy dostęp do sklepu)? Może QUE? Może jeszcze coś innego?
Nie twierdzę, że papierowe książki czeka rychła i gwałtowna śmierć. Ale też nie wydaje mi się, by e-książki były chwilową modą, która zaraz przebrzmi.
P.S.
W miniony weekend Amazon poinformował, że Kindle zdobył tytuł najczęściej kupowanego prezentu gwiazdkowego w historii sklepu, a ilość e-książek kupionych na Amazonie w okresie świątecznym przewyższyła liczbę książek tradycyjnych (pierwszy raz w historii). Jakoś mnie to nie dziwi, a Was?
P.S.
I jeszcze słowo o e-książkach i readerach w Polsce. Prócz istniejących od jakiegoś czasu księgarni oferujących e-booki (np. Złote Myśli) , w połowie grudnia rozpoczęła się sprzedaż czytnika Eclicto, firmowanego przez Kolprotera. Tu idea jest podobna jak w przypadku Amazona czy Sony readera – mamy urządzenie i kompatybilną z nim księgarnię. Dodatkowo, w cenie czytnika (900 zł), klient otrzymuje 100 e-booków za darmo. I byłoby super gdyby – po pierwsze sam Eclicto był wykonany nieco lepie (biorąc pod uwagę cenę, to klient może mieć poczucie, że nieco przepłacił za swoją czytelniczą zabawkę), a po drugie – gdyby w pakiecie darmowych książek większość stanowiły naprawdę ciekawe książki, a nie …Fraszki i Treny Kochanowskiego. Czy nie lepiej byłoby dać 20 darmowych książek, ale za to takich, które można by jednak przeczytać? Liczę, że te potknięcia to tzw. „pierwsze koty za płoty” i że będzie lepiej. Naprawdę, chętnie powitałabym polską odpowiedź na Kindle’a, z bogatym wyborem książek po polsku i fajnym gadżetem, na którym te e-booki można by czytać.

Written by Malgosia Minta

28/12/2009 at 12:56 pm

40 lat temu…

leave a comment »

NASAMOONLANDING

OK, to nie będzie nadto zaskakujący post, ale wydaje mi się, że tego tematu nie można ot tak pominąć. Panie, Panowie, 40 lat temu stanęliśmy (a dokładnie zrobili to w naszym imieniu Neil Armstrong oraz Edwin Buzz Aldrin) na Księżycu. Koniec kropka.

Dzisiaj wiemy, że w całym wyścigu kosmicznym, a zwłaszcza w wyścigu na Srebrny Glob i misji Apollo 11 bardziej chodziło o popisywanie się  niż o same badania naukowe.Wielu uważa, że koszty związane z projektem były absolutnie niewspółmierne wysokie w porównaniu z zyskami o charakterze naukowym. Ba, niektórzy w ogóle nie uznają faktu, że wylądowaliśmy na Księżycu i uważają, że było to jedynie jedno wielkie przedstawienie, w którym maczali palce specjaliści od efektów specjalnych z NASA.

Moim zdaniem trudno oceniać, czy ta misja była czymś dobrym czy czymś złym. Czy miała sens lub nie. Osobiście nie postrzegam wyprawy Apollo 11 jako tryumfu ówczesnych technologii czy dowodu ludzkiego bohaterstwa i dowagi. Dla mnie cały program kosmiczny (ten dawny i te obecne) to kwintesencja jednej wybitnie ludzkiej cechy – ciekawskości. I moim zdaniem zaspokojenie tej ciekawskości to wystarczające uzasadnienie wszelkich  ludzkich kosmicznych pomysłów.

Dzisiaj, w okrągłą 40-stą rocznicę lądowania na Księżycu, w rocznicę chwili, gdy Aldrin i Armstrong starali się zatknąć niewdzięczną flagę w sypkim, księżycowym pyle, 13 astronautów unosi się gdzieś nad nami, na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ISS, cierpiąc z powodu zepsutej toalety oraz fruwającego wokół głowy jedzenia. Ciekawe, czy właśnie tak zwykli ludzie wyobrażali sobie przyszłość programu kosmicznego. Może oglądając transmisję z lądowania sądzili, że za 40 lat wakacje na orbicie będą zwyczajną formą spędzania letnich urlopów? A Księżyc stanie się nowym las Vegas – gigantyczną strefą bezcłową z kasynami i kapliczkami ślubnymi?
No cóż, jak się okazało, zdobywanie kosmosu poszło nam nieco oporniej, niż przypuszczano. Mimo wielkiego postępu techniki, latanie tam nadal stanowi wielkie wyzwanie i jest obarczone sporym ryzykiem.

Jednak, o ile w ogóle mogę się w tej kwestii wypowiadać, to moim zdaniem nadal powinniśmy próbować latać ku gwiazdom.  Dlaczego? Z tego powodu o którym wspominałam wcześniej – by udowodnić, że jesteśmy ludźmi, że jesteśmy ciekawi świata, który nas otacza, że chcemy docierać tam, gdzie wcześniej nikt nie zawitał i że lubimy marzyć. Nawet jeśli te marzenia są dość irracjonalne.

A na koniec – mały prezent urodzinowy od NASA.

PS

Chciałabym jeszcze bardzo przeprosić, że tak długo mnie tutaj nie było. Cóż, życie. Obiecuję jednak poprawę i pisać bardziej regularnie.</strong>

Written by Malgosia Minta

21/07/2009 at 6:22 pm

Napisane w Luźne myśli, Nauka

Tagged with , , , ,

Ot piosenka

leave a comment »

Izrael - Życie to chwila

Written by Malgosia Minta

30/04/2009 at 10:14 am

Napisane w Inne, Luźne myśli